niedziela, 4 listopada 2012

Kiszenie kapusty - według dawnej tradycji.




Tak jak obiecałam wczoraj, dzisiejszy post o ciekawym spędzeniu poprzedniego weekendu, czyli tematyczne spotkanie towarzyskie pt. KISZENIE KAPUSTY.

Kariera kapusty – warzywa rodem z Azji – rozkwitła dzięki wielkim odkryciom geograficznym. Okazało się, że jedzący ją marynarze nie chorują na szkorbut. Wpadł na to angielski lekarz John Pringle. Zaproponował, by na statki obowiązkowo zabierano beczułki z kiszonką. Admiralicja w 1769 roku wysłała na Pacyfik dwa okręty pod dowództwem Jamesa Cooka, by potwierdzić jej dobroczynne działanie. Kapitan osobiście miał pilnować, żeby wszyscy majtkowie codziennie dostawali porcję do obiadu. Przy stole oficerskim także nie mogło jej zabraknąć. Podczas kilkumiesięcznej wyprawy nikt nie zachorował. Kiedy 250 lat później świat dowiedział się o istnieniu witamin, poznano też przyczynę szkorbutu – brak witaminy C której tak dużo jest w kwaśnej kapuście. U nas była znana i popularna już w XV wieku. Z tego też czasu pochodzą pierwsze przepisy na kiszenie.
Wspólna praca bardzo zbliżała ludzi w dawnych czasach. Była też okazją do towarzyskiego spotkania.Taką czynnością było, bezsprzecznie, kiszenie kapusty. Było to też rytualne wprost zajęcie. Musiało być wykonane najpóźniej do końca października, gdyż później mogłaby kapusta się zepsuć, a nie ukisić. Mężczyźni i kobiety zbierali się wspólnie w jednym domu i przygotowywali kapustę do zakiszenia. Czas – wypełniony pracą - umilało często wspólne śpiewanie lub po prostu opowiadania. Najpierw obierano kapustę z brudnych i uszkodzonych liści. Później usuwano z główek tzw. głębie. Rozkrawano główki na połowy i krązano (lub mówiąc dzisiejszym językiem: drobno szatkowano). Kiedy już kapusta była pokrojona, jeden z mężczyzn przygotowywał się do jej ubijania. W drewnianym naczyniu z klepek moczył on długo nogi w gorącej wodzie. Nie obyło się bez dokładnego obcięcia paznokci. Po wytarciu nóg dwóch krzepkich mężczyzn brało mającego deptać kapustę i przenosiło go… beczki. Czasem bywało i tak, że czynność ubijania zlecało się jednej z kobiet. Musiała ona nie tylko porządnie wyszorować nogi, ale także przyodziać się w dawny, wiejski strój, szeroką spódnicę i barwną chustę. Bez tego kapusta nie mogła się udać. Teraz rozpoczynał się prawdziwy rytuał. Poszatkowaną kapustę wrzucano warstwami do beczki, doprawiano ją, a kobieta deptała co sił w nogach. Kapusta musiała być solidnie udeptana. Z racji metody, jaką wykonywano tę czynność, było to zajęcie dość wesołe i nastręczało nieraz sporo zabawy. Nieraz jednak sól, którą przesypywano warstwy poszatkowanej kapusty zaczynała „szczypać” w nogi, na których były jakieś zadrapania – wówczas wykonująca tę czynność podskakiwała jak oparzona, ale nie wolno jej było przerwać pracy przed jej ukończeniem. Beczkę ustawiano w ciepłym miejscu, nakrywano drewnianą pokrywą i dociskano ciężkim kamieniem.

W dzisiejszym zabieganym świecie coraz trudniej znaleźć czas na wesołe spotkania z przyjaciółmi. A jeśli już wszyscy mają wolny akurat ten pożądany termin, to pojawia się następny problem, czyli co zrobić z dziećmi? Jeśli nawet znajdziemy pomoc w postaci Dziadków, to pojawia się dylemat typu:" weekend to jedyny czas, który mogę poświęcić dziecku, a tymczasem oddaję je Babci, by samej się pobawić".

Razem z Przyjaciółmi znaleźliśmy genialne rozwiązanie. Połączyliśmy przyjemne z pożytecznym i jeszcze z nauką maluchów dawnych zwyczajów. Zebraliśmy się wszyscy u naszej kochanej Ani na prawdziwej wsi( takiej z oborą, stodołą, krowami, owieczkami i innymi zwierzętami). By zaangażować wszystkich do pracy, trochę zmieniliśmy podział ról. Dorośli obierali i szatkowali kapustę i marchew, a dzieciaki udeptywały. Wcześniej obowiązkowe mycie nóg w łazience, szorowanie paznokci i czekanie na swoją kolej wejścia do beczki. Zabawy było co niemiara!!!!!!!

Czekanie, to odwieczny problem Mai, ale tym razem była dzielna. Myślała i myślała, aż przypomniała sobie o czymś, co oznajmiła dopiero gdy nadeszła Jej kolej deptania.
-Mamo, kapusta to jedzenie?, zapytała.
- Tak Kochanie, jest bardzo zdrowa i ma dużo witaminek; wyjaśniłam.
- I jest do bigosu Mamo?- dopytała się jeszcze, po czym oznajmiła:
- Nie można deptać po jedzeniu, Maja nie deptała- czym wprawiła mnie w zdumienie.
Przypomniałam sobie sytuację z kromką chleba, która upadła na ziemię i pewien chłopiec chciał ją podeptać. Powiedziałam wtedy Mai, że nie wolno deptać jedzenia. Było to bardzo dawno temu, miała może ze 3 latka,  więc zdziwiłam się, że przechowuje ten obraz w pamięci.
Siedziała i obserwowała cały proces, ale sama nie weszła do beczułki.Jak nie można deptać, to Maja nie będzie deptała i już:)
Warstwa kapusty, trochę soli i czas na marchewkę.I tak do wypełnienia beczki:) Dzielna Amelka, choć sól szczypie w stópki.













Teraz Miłosz atakuje kapustkę:)
I czas na Starszaków: Ignacy i Grześ w natarciu.
Zgodnie z tradycją, zdążyliśmy udeptać  kapustę do końca października, więc na pewno się uda:)
Dzieciaki szczęśliwe i wbrew pozorom wcale nie zmęczone. Po deptaniu dostały takiego power'a, że jeszcze z godzinę wygłupiały się skacząc po łóżku.
W związku ze zbliżającym się (coraz bardziej modnym) Halloween, wycinaliśmy też z Milusińskimi dynię, która po Ich  pójściu spać, posłużyła Starszyźnie  za super świecznik:)
DLA CHĘTNYCH PRZEPIS NA PRZYGOTOWANIE KAPUSTKI W TEN SPOSÓB:
Po pierwsze – beczułka. O pojemności minimum 25 litrów (w mniejszej się nie opłaca). Trzeba ją wyszorować i wyparzyć. Potem szatkować 15 główek białej kapusty. Zewnętrzne liście odkładamy na dwie kupki. Pierwszą kładziemy na spód beczki. Na niej warstwami poszatkowaną kapustę i marchew przesypane solą z kminkiem.
Uwaga! Każdą kolejną warstwę udeptujemy bosymi stopami. To najlepszy, praktykowany od wieków sposób. Tłuczkami czy pałkami nigdy nie ubije się tak dobrze. Kapusta puszcza sok, który trzeba wylewać. Gdy beczułka się wypełni, przykrywamy kapustę całymi liśćmi, przykładamy dopasowane deszczułki lub duży talerz i przyciskamy solidnym kamieniem – oczywiście wyparzonym i umytym.
Na koniec nakrywamy czystą lnianą ściereczką i odstawiamy na około dwa tygodnie w ciepłe miejsce. Powstająca piana oznacza, że kwaszenie przebiega prawidłowo. Następnie przenosimy beczułkę do ciemnego chłodnego miejsca. Po czterech tygodniach można skosztować.Pamiętajmy, że po każdym wybieraniu trzeba wyrównać powierzchnię i dodać słoną wodę; powinna zawsze przykrywać kapustę. Sami widzicie – kwaszenie jest bardzo proste. Może też być pretekstem do wesołego spotkania towarzyskiego.


8 komentarzy:

  1. Dzięki Aniu!!!!Zmobilizowałaś mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha super zabawa. :)
    Mojemu chyba by się podobało. :) Co prawda ja ciągle mówię, że jedzenia nie rzucamy i nie depczemy po nim, ale on to ma w tamtych spodniach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Monia zostawiłam na swoim blogu nominację do nagrody dla Ciebie. Jak znajdziesz chwilkę to zapraszam, ale nic na siłę..:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzień dobry. Proszę Panią bardzo chciałabym się z Panią skontaktować w pewnej sprawie, dlatego czy byłaby możliwość, aby podała Pani adres e-mail? Będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam, Izabela Wyżlic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę, mój e-mail: m.mankowska@interia.pl. POZDRAWIAM:)

      Usuń
  5. Zapraszam do blogowej zabawy Liebster blog, po szczegóły zapraszam do siebie
    http://kordella.blogspot.com/2012/11/liebster-blog-i-sowo-przepraszam.html:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszamy do blogowej zabawy Liebster blog. Szczegóły na http://aspikowy.blogspot.com/2012/11/blogowa-zabawa.html
    Będziesz miała podwójny zestaw pytań, ode mnie i od mamy Miłosza powyżej ;)

    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń